Rekolekcje Wielkopostne

  W dniach 9 do 12 marca 2014 roku miały miejsce rekolekcje wielkopostne w Witowie. Rekolekcje przeprowadził ks. Wojciech Krawczyk - Salezjanin z Krakowa. Uczniowie Zespołu Szkół w Witowie im. ks. Leona Musielaka mieli okazję do pogłębienia swojej wiary i wiedzy. Podobnie jak to miało miejsce w poprzednich latach, uczniowie zostali podzieleni na dwie grupy. Jedni przeżywali nabożeństwo w kościele, a w tym czasie drudzy mieli spotkanie w salce na plebanii. Dzieciom najbardziej w pamięci pozostały akordy gitary w wykonaniu ks. Wojciecha pieśni refleksyjnych. Czas spędzony na salce był okazją do poznania życiorysu bł. Jana Pawła II oraz św. Filipa Neri.
   W czasie spotkań obecni byli nauczyciele i wychowawcy, którzy pełnili posługę wychowawczo opiekuńczą, za co składamy serdeczne podziękowanie.
   W poniedizałek wieczorem po mszy św. miała miejsce Droga Krzyżowa z Kojsówki na Płazówkę. Rozgwieżdżone niebo i chłodne powietrze sprzyjało podążaniu pod górkę słuchając rozważań i modlitwie. Trzymany w rękach zapalony znicz rozgrzewał palce i serce. Pomiędzy poszczególnymi stacjami krzyż niosły różne grupy osób; dzieci, młodzież, matki, ojcowie, nauczyciele, strażacy, kapłani i strażacy i inni.
   Środa była ostatnim dniem rekolekcji w szkole miał miejsce Dzień Patrona Szkoły ks. Leona Musielaka, którego zwieńczeniem była msza św. w Kościele o g. 12.00, na którą dzieci i młodzież przybyli w kolumnie za sztandarem szkoły. Sprzyjała temu przepiękna, prawdziwie wiosenna pogoda.
   Każdemu potrzebny jest taki czas odnowy, modlitwy na rozpoczęcie WIelkiego Postu.

Padła propozycja aby w czasie wakacji przeżyć atrakcje spływu kajakowego. Wśród parafian na taką propozycję na wielu twarzach pojawiło się zdziwienie.
7 lipca w godzinach popołudniowych wyruszyliśmy 6 osobową grupą na długo oczekiwane wakacje. Dołączyła do nas po drodze 3 osobowa rodzinka z Zagórza koło Staniątek.
Już po dotarciu na miejsce mogliśmy się przekonać jak dokuczliwymi stworzeniami są komary. Było ich mnóstwo! Kąsały, gdzie tylko się dało. l żadnym sposobem nie mogliśmy się od nich uwolnić. Nie pomagały żadne środki przeciw owadom.
Nocowaliśmy w namiotach, a więc zabranie takich rzeczy jak śpiwór, materac, termos były podstawą każdego z uczestników.  Dane nam było wsłuchiwanie się w zwyczajne, ale zarazem piękne, nocne życie zwierząt. Kiedy spaliśmy nie obyło się także bez odgłosów przejeżdżających nieopodal pociągów.
W końcu nadszedł główny moment całej naszej wycieczki – spływ kajakowy pośród traw, przewróconych drzew i komarów. Do kajaków wsiadaliśmy dwójkami. Początki wydawały się być ciężkie. Obyło się jednak bez większych strat – pozbyliśmy się jedynie parasola i kilku par okularów słonecznych.
Nasz spływ rozpoczęliśmy od Czarnej Nidy, w dniu drugim płynęliśmy Nidą a na ostatni dzień  zostawiliśmy sobie Biała Nidę, która okazała wąska, pełna zakrętów i niespodzianek.;  Spotkaliśmy niewielkie rodziny kaczek, jelonka, który czyhał wśród wysokich traw, zaskrońca na pniu drzewa i mnóstwo Waszek, które siadały na kajakach i wiosłach.
Kiedy wracaliśmy na pole namiotowe, na każdego czekały wyznaczone obowiązki. Z równym zapałem i utęsknieniem naszego powrotu wyczekiwał miejscowy kot faraon, który lubił co nieco podbierać swoim gościom. Przez te kilka dni żyliśmy na odludziu bez komputera i TV, gdzie należało troszczyć się nie tylko o siebie, ale i każdego.
Czas spływu upływał w aurze przepięknej upalnej pogody. Dane nam było przeżywać każdy dzień rozpoczynany od Eucharystii odprawianej na polu namiotowym. W czasie mszy św. każdy mógł włączyć się w liturgię przez czytanie Słowa Bożego, śpiew psalmu, modlitwę wiernych czy też śpiew i grę na gitarze.

W wolnym czasie graliśmy w piłkę i lotki, jeśli komary na nie niepokoiły. Gdy zbliżał się wieczór, a wraz z nim masa komarów, dlatego staraliśmy się stamtąd uciekać. Naszym schronieniem i jednocześnie miejscem zwiedzania był zamek w Chęcinach, który mogliśmy obejrzeć niestety tyko na zewnątrz (ze względu na późną porę). Ci najbardziej wytrwali pozostali w obozie aby naprawić zepsuty w nocy suwak w namiocie.  Ponieważ warunki na polu biwakowym były bardziej niż surowe, dlatego też mogliśmy docenić jaką wartością jest bieżąca woda, łazienka i dobrze przespana noc bez niezliczonej ilości komarów w wygodnym łóżku.
Każdy z nas składał w rękach naszego Pana na mszy św. Intencje. Niektóre były bardzo proste, np. prośbę o ładną pogodę, lub te, które zachowaliśmy w myślach, żeby nadchodząca noc nie była tak zimna jak poprzednia. Pan wysłuchał naszych próśb. Już tego samego dnia ksiądz Jan postanowił zabrać nas wszystkich do zamku, gdzie mieliśmy spędzić noc. Tym zamkiem okazał się dom siostry księdza, która okazał się bardzo ciepłą i miłą osobą. Oprócz noclegu mogliśmy skorzystać z pysznej kolacji bułek z jagodami i pysznym chlebem pieczonym domowym sposobem.
Do domów wróciliśmy 10 lipca 2013 r. pełni wrażeń i niezapomnianych przygód, które na długo pozostaną w naszej pamięci.


Joomla templates by a4joomla